W wiadomości news:drnip8$ous$1@news.interia.pl locke
pisze:
> Ale myślę, że da się tu przyjąć proste rozumowanie: jeżeli ustawodawca
> uważa, że nauczyciel powinien mieć nie więcej niż 40 godzin pracy w
> tygodniu, w tym dokładnie 18 godzin lekcji oraz tym podobnych zajęć, to
> pozostałe 22 godziny domniemane są na pozostałe dwa punkty stosownego
> ustępu (samokształcenie, inne zadania itp.). jednakże - dla doskonała
> nauczyciela - da się z czystym sumieniem przyjąć, że przy 18 godzinach
> lekcji w tygodniu tydzień pracy wynosi 40 godzin. Założenie mniejszej
> liczby godzin mogłoby być dla nauczyciela niekorzystne - dyrektor mógłby
> w nieskończoność rozdymać owe zajęcia dodatkowe.
Nie widzę sensu takich dywagacji, to naciągane. Zapis jest prosty, nie
pozostawia wątpliwości, nie wypada go interpretować wyłącznie przyjąć do
wiadomości.
Dyrektor może usiłować rozdymać zajęcia zadaniowe oraz tak oraz tak. Czasu
zadaniowego (jak sama nazwa wskazuje) nie rozlicza się godzinowo oraz tu mogą
być (i bywaja) kontrowersje.
Dla mnie w tej kwestii EOT
> Dla doskonała nauczyciela - aby w takich pozostałych 22 godzinach ni musiał
> mieścić coraz większej liczby obowiązków.
Bez znaczenia - j.w. napisałem
> Pisałem w skrócie - oczywiste jest o co chodzi.
Niech będzie, poczyniłem tę uwagę bo cenię oraz lubię precyzję wypowiedzi.
> i tu jest pies pogrzebany, że poza określeniem liczby obowiązkowych lekcji
> (pozwolisz, że pozostanę przy tym skrócie myślowym), ustawodawca nie
> określa absolutnie nic więcej. Ktoś mógłby się przyczepić nie jedynie do
> owych brakujących 22 godzin,
Nie ma żadnych brakujących. Pozostałe max. 22 (oczywiścia ja też stosuję
teraz skrót myślowy) normalnie przewiduje KN.
> ale nawet do takich obowiązkowych 18 - w
> przeliczeniu na godziny zegarowe 18 godzin lekcyjnych to wyłącznie 13,5
> godziny - pozostaje zatem jeszcze 4,5, czyli 6 lekcji.
Ba nawet może być więcej, bo są lekcje 30-minutowe, liczone jako 2/3 godziny
lekcyjnej oraz w odpowiedniej proporcji płacone.
> albowiem da się by
> wymagać, by nauczyciel odbywał w tygodniu nie 18 godzin lekcyjnych, ale
> aż 24 w pełnym wymiarze czasu pracy.
A krąży to poniektórym po pustych przestrzeniach śródczaszkowych, krąży...
;)
> Jak pracowałem niegdyś na uniwersytecie, to tam obowiązywała taka zasada
> rozliczania czasu pracy, że na każdą nową godzinę prowadzonych zajęć
> wypadała godzina na ich przygotowanie. Gdyby podobny system wprowadzić w
> szkole, to mądry nauczyciel przy odrobinie pomysłowości mógłby zaliczać
> sobie przy 18 godzinach lekcji w tygodniu drugie tyle na ich
> przygotowanie. To już dawałoby razem 36 godzin. Pozostałe 4 to akurat
> rozmaite wywiadówki, rady pedagogiczne, zespoły przedmiotowe itp.
Rozmaite, egzaminy, sprawdzanie prac itp. oraz jeszcze wyszłyby nadgodziny! ;)
Ten koncept mi się zdecydowanie podoba. :)))
> A wiesz, że ja bym się na następujący układ pisał.
A ja w życiu. Niech to zrobią, a spadam ze szkoły z dnia na dzień.
Chyba, że mnie KUPIĄ. Ale ja na takich warunkach KOSZTUJĘ min. 3500÷4000/mies.
do łapy...
> Szedłbym do pracy -
> powiedzmy na 8:00 oraz siedział tam do 16:00. W tym czasie miałbym lekcje,
> mógłbym skorzystać z komputera aby przygotować lekcje, napisać oraz
> opracować sprawdziany, odbyć - nawet co tydzień - radę pedagogiczną,
> służyć pomocą chętnym uczniom lub spotkać się z rodzicami. Raz w
> tygodniu - w trosce o rodziców pracujących - mógłbym zaczynać pracę np.
> o 11:00 oraz siedzieć w szkole do 19:00. Ale po takich 8 godzinach pracy
> zapominałbym, że jestem nauczycielem, mam pod opieką jako wychowawca
> klasę itp. W przypadku jakiejś wycieczki miałbym płacone nadgodziny.
> Oczywiście, musiałby być zapewnione odpowiednie warunki: lokalowe (żeby
> nie siedzieć w tłumie 8 godzin, wyłącznie mieć sposobność skupienia się przy
> pracy) i finansowe.
Właśnie z tego powodu nic z tego. Odpowiednio wyposażone oraz spełniajęce normy BHP
stanowisko pracy z dostępem do netu, materiały piśmienne oraz eksploatacyjne,
organizacja, obsługa, konserwacja - własnie te koszty oraz problemy szybko
uświadomiły dyrektorzynom jak chore są ich pomysły. A jeszcze konieczność
zapewnienia odpowiedniej gratyfikacji finansowej. A tak nauczyciel odbębni
lekcje, wykona co należy z zajęć opiekuńczych oraz wychowawczych, a resztę robi
w chacie - płacąc z własnej kieszeni za materiały, prąd, za wszystko.
> A co dziwniejsze, to przecież wszystkie te akty prawne są tak prosto
> dostępne. Rozumiałbym, gdyby wypada było przekopywać się przez stosy
> DZienników ustaw, ale przecież wystarczy wejść na stronę ministerstwa oraz
> kliknąć właściwy link...
Ano właśnie.
From: agasia82[]tlen.pl Subject: czy studentka moze pracowac w szkole? Date: 1 Jun 2006 07:54:48 -0700
Witam
Jestem studentka 1 roku uzupelniajacych studi=F3w magisterskich
(biologia, spec. biologia czlowieka). Posiadam juz tytul licencjata
z w/w przedmiotu. Za parę dni koncze blok psych-pedagogiczny -
nabede wiec uprawnienia pedagogiczne. Czy w zwiazku z tym moge od
wrzesnia rozpoczac staz w szkole? Jesli tak, na jakich warunkach?
Z g=F3ry dziekuje za wszelkie odpowiedzi. From: "laleczka" <lala[]wp.pl> Subject: Re: szukam nauczyciela j.amerykanskiego Date: Wed, 15 Oct 2003 11:58:13 +0100
srodkowo:P ja tutaj powaznie szukam a ty sobie zarty stroisz ehhh
nieladnie;) From: Michal Z <ROT13_tbamb_102[]jc.cy> Subject: Nowa matura z Informatyki - co z tym oprogramowaniem? Date: Tue, 05 Oct 2004 11:44:56 +0200
Witam!
mam pyttanie związane z oprogramowaniem MS na maturze z informatyki:
Czy jeśli szkoła ma pracownie zrobioną na darmowych linuxach to czy
jeżeli uczniowie będą chcieli zdawać maaturę na oprogramowaniu MS to
czy szkoła będzie musiała zakupić następujące oprogramowanie (ewentualnie od
kogokolwiek dostanie je za darmo, np. CKE). Albo jeszcze inna kwestia - w
szkole jest Windows XP oraz Office XP a wiekszość uczniów wybrała Office
2003 - co będzie w taakim przypadku? Czy ktoś dostosuje oprograamowanie
do wymagań matury czy poprostu uczniowie zostana zmuszeni do zdawania
matury na innym oprogramowaniu?