Archiwum grupy pl.soc.edukacja


Serwis istnieje dzięki uprzejmości:

firma oferująca barki turystyczne

poprzednia strona ------------- następna strona


From: =?iso-8859-2?Q?Jacek_Skowro=F1ski?= <js[]jaskch.net>
Subject: Re: Konspekt - w jakim jezyku?
Date: Tue, 19 Oct 2004 18:45:58 +0200

Dnia 19 paź 2004 Fiolka pisze:

> Jestem stazysta oraz ucze angielskiego. Wiem ze musze pisac konspekty,
> ale w jakim jezyku? Pytam, bo moj opiekun nie jest pewien.
>
> Dla mnie bardziej przydatne bylyby te in English, bo wiadomo, cala
> lekcja później dzieje sie w tym jezyku. No ale oczywiscie moj szef nie
> jest biegly w zadnym z jezykow obcych, wiec staje się polski. Matko! Mam
> pisac w dwoch jezykach?!

Konspekty piszesz dla siebie, a nie dla szefa. Jeśli tobiee wygodniej
jest pisać w języku angielskim, to tak właśnie rób.


From: edymon <edymon[]SKASUJTOruczaj.pl>
Subject: Re: prywatne uczelnie - profanacja studiow
Date: Tue, 05 Aug 2003 21:05:56 +0200

Użytkownik Grendel napisał:
Każdy 'papier' zweryfikuje życie - po 5 latach będzie można
> zadecydować, czy ten papier odłożyć do szuflady (zawód wykonywany dalece
> odbiega od tytułu na dyplomie), oprawić w ramki i powiesić nad biurkiem
> (jeśli zawód wykonywany jest zgodny z tytułem na dyplomie, a wyniki w pracy
> potwierdzają prawo do posiadania tegoż dyplomu), czy też najnormalniej
> podetrzeć sobie tym dyplomem d...

Hmmm, tylko okladki troche twarde....:-)


From: Tristan Alder <smiejek[]poczta.onet.pl>
Subject: =?ISO-8859-2?Q?Skuteczno=B6=E6_zawiadomienia_o_sprawdziani?=
Date: Wed, 31 Mar 2004 09:31:47 +0200

Witajcie,

zawiadomiłem grupę tydzień wcześniej, zapisałem sprawdzian w dzienniku.
Przyleźli oraz połowa zrzędzi, że nie wiedzieli, że ich nie było, że
cośtam. Jak to w sumie w szkołach wygląda? Jak skutecznie zawiadomić oraz
co robicie z takimi, co to ich nie było w dzień zawiadomienia? Łazić za
nimi osobno?


From: "darek" <dar_o[]go2.pl>
Subject: Re: obowiązek nauki
Date: Fri, 7 Oct 2005 20:27:54 +0200

NA CHORY ZCENTARLIZOWANO-TOTALITARNY SYSTEM
> WARSZAWSKO-POLITYKO-BIZNESMEŃSKI.

Chore to jest to co tu piszesz . przeanalizuj to zdanie... wystarzcy :)
tych bredni nie czytałem od czasów studiów - zajęć poświęconych
literaturze socrealizmu...
[pozdrawiam oraz życzę zdrowia]

From: "Anica" <lenczykkWYTNIJTO[]wp.pl>
Subject: POMOCY!!! - nauczanie początkowe
Date: Mon, 24 May 2004 14:32:46 +0200

Witam

Sytuacja jest taka:
Klasę mojego syna objęła we wrześniu 2002 r. nauczycielka, która zaczęła
pracę w tej szkole 3 lata wcześniej (1999) oraz miała inną klasę 1 - 3
(chorowała często, ciągłe zwolnienia, urlopy itp). W klasie mojego syna również
działo się podobnie, ciągłe zwolnienia lekarskie, ciągłe zastępstwa przez
innych nauczycieli. Od września 2003 r. pani nauczycielka przyszła na
miesiąc, a później poszła na operację - nie było jej trzy miesiące (zwolnienie
lekarskie po operacji). W tym czasie na zastępstwo ze świetlicy przyszła
pani (nauczyciel niemianowany) która okazała się być świetnym pedagogiem,
nauczycielem, rodzice oraz dzieci zachwyceni (szczególnie w porównaniu z
poprzednią nauczycielką, która była na zwolnieniu). Każdy rodzic po cichu
miał nadzieję, że nauczycielka po operacji oraz tak nierzadko chorująca skorzysta
z sposobności (która już niedługo przestanie obowiązywać) oraz pójdzie na
pełnopłatny urlop zdrowotny na rok. Okazało się jednak, że "pani chorująca"
wraca do naszych dzieci, bo jest w trakcie robienia awansu (jak zrozumiałam
na nauczyciela mianowanego). Po powrocie "pani chorującej" sytuacja się nie
zmieniła, tzn.dwa, trzy dni pani była na zajęciach, później przynosiła
zwolnienie na tydzień oraz tak w kółko. Dzieci co godzinę miały innego
nauczyciela na zstępstwie, każdy co innego wymagał. Doszło do sytuacji, że
niektóre dzieci nie chciały chodzić do szkoły, płakały, urządzały histerie
itp. Po prostu horror, wszak dzieci małe druga klasa. Trójka rodzicielska
napisała petycję do Dyrektorki z prośbą o przydzielenie na zastępstwa
jednego nauczyciela za "panią chorującą" , dla doskonała dzieci ze wskazaniem,
że mogłaby to być "nauczycielka ze świetlicy". Dyrektorka nasze pismo
"zrozumiała" podobno tak, że chcemy zmiany nauczyciela, jednakże "pani
chorująca" ze łzą na zebraniu powiedziała nam, że zgodnie z naszym życzeniem
odchodzi na urlop (pełnopłatny!) "dla doskonała dzieci". zrobić zdążyła awans oraz
stała się nauczycielem mianowanym w między czasie (pomimo licznych zwolnień
oraz urlopów). Dyrekcja obiecała nam "ustnie", że naszą klasę do końca 3 klasy
(czyli czerwiec 2005 r.) poprowadzi "pani ze świetlicy", a "pani chorująca"
jak wróci z urlopu w marcu 2005 r. to pójdzie nauczać do świetlicy (potem od
września dostanie jakąś pierwszą klasę).
przykro mówić nie dostaliśmy zapewnienia dyrekcji na piśmie...
w tym momencie okazuje się, żę od września 2004 r. obejmie naszą klasę totalnie
inna nauczycielka, która w czerwcu kończy uczyć trzecią klasę, a że
pierwszych klas co przyjdą od września jest o jedną mniej to ta pani
zostałaby bez pracy. jednakże naszą "panią ze świetlicy" znowu dyrekcja wysyła
od września do świetlicy, przy czym jak tamta "chorująca pani" wróci w marcu
2005 r. z urlopu do pracy w świetlicy to ta "pani ze świetlicy" zostanie
zwolniona całkiem z pracy.
Protestowaliśmy, odbyła się rozmowa (prawie kłótnia z dyrekcją), że my
chcemy dla doskonała dzieci zostawić "panią ze świetlicy", że ciągłe zmiany
nauczycieli to dla dzieci jest złe oraz ze względów wychowawczych oraz naukowych
(inne wymagania różnych nauczycieli). Lecz dyrektorka tłumaczy nam że tej
pani, która kończy z trzecią klasą (jest nauczycielem mianowanym) nie może
oddelegować do świetlicy, ani zwolnić z pracy, bo jak by poszła do Sądu
Pracy to dyrekcja musiałaby jej dać naszą klasę lub jakąkolwiek inną w
trybie natychmiastowym. Nie rozumiem dlaczego da się było "panią chorującą"
(nauczyciel mianowany) po urlopie wysłać do pracy w świetlicy, a tej
kończącej trzecią klasę nie?
A jeszcze mniej rozumiem dlaczego dyrekcja mając tak doskonałego pedagoga oraz
nauczyciela jak "pani ze świetlicy" nie ułatwi jej zrobienia awansu oraz zdania
egzaminu na nauczyciela mianowanego, jedynie jej to wręcz utrudnia (ta
nauczycielka już miała podobną sytuację z pewną klasą, która walczyła o nią
jak my, aż sprawa poszła do kuratorium(niestey przegrali) - to o czymś chyba
świadczy jesli klasy się o nią "biją"). A dlaczego jeśli ta "pani ze
świetlicy" uczy w tej szkole sporo dłużej niż ta "chorująca" oraz jest bardziej
dyspozycyjna oraz lepsza (naprawdę tak jest - ona wreszcie nauczyła nasze
dzieci tabliczki mnożenia, ortografii i czytania - wcześniej połowa klasy
we wrześniu 2003 r. - 23 klasa! nie umiała czytać) to do tej pory dyrekcja
nie ułatwiła jej zrobienia awansu, zaś tej "pani chorującej", pomimo
częstych oraz ciągłych zwolnień, krótszego stażu w szkole, tak oraz jest
nauczycielem mianowanym?
Jak to wygląda od strony prawnej?
Czy jest sens zwracać się z tą sprawą do kuratorium?
Wiem też że dyrektor szkoły jest już na tym stanowisku ponad kadencję?
Dlaczego rozgrywnki personalne odbywają się kosztem dzieci ich wykształcenia
oraz wychowania?
Co z tym uczynić da się oraz czy wogóle da się coś zrobić?

pozdrawiam
anna leniak - tomczyk

ps. oraz nie myślcie sobie, że nasza klasa nie współczuła pani chorującej,
każdy miał dla niej multum serca, zrobiliśmy jej miłe pożegnanie itp.

inne


Szkolenia głosu Pozycjonowanie kredyt hipoteczny obrazy hotele w madrycie
źyczenia noworoczne grodno źaluzje domki letniskowe Niebezpieczne związki - Grzegorz Turnau Karty Graficzne