Od października będę miał przyjemność uczyć na wyższej uczelni przedmiotu
zwanego "użytkownie komputerów" oraz z tego powodu także mam następujące pytanie:
Czy w szkołach średnich istnieje coś takiego jak minimum programowe dla
przedmiotu infomatyka (lub inne wykorzytsanie komputerów)?
Chciałbym się zapoznać z czymś takim aby chociaż teoretycznie wiedzieć, co
studenci 1 roku powinni umieć - po co mam przerabiać ten sam program - lub z
drugiej strony nie chcę za wyjątkowo przycisnąć: "bo mi się tam coś wydaje, że
powinni już umieć".
Aha, gdzie da się odszukać następujące minimum? W Internecie? Czy wypada iść do
kuratorium oświaty?
Użytkownik "cOOba" napisał w wiadomości
> Witam,
>
> Nie mam przykro mówić pewności, że moim pytaniem nie trafiłem niczym
> przysłowiową kulą w płot, ale mam nadzieję, że nie ;)
> Zaznaczam od razu, że nie zależy mi na płatnym kursie [raz - oferty
> takowych są w sieci oraz nie zawracałbym głowy, dwa - póki co odpada ze
> względów finansowych], ale jakichś materiałach (on-line, off-line) z
> których da się nauczyć się Excela od podstaw [znam] do poziomu naprawdę
> zaawansowanego. Da się, czy jednakże bez książek, poważnych prawdziwych
> instytucji edukacyjnych się nie obejdze. Coraz częściej widzę, że w
> ofertach pracy stawia się na znajomość Office (ze szczególnym
> uwzględnieniem właśnie Excela), a ja mam poczucie, że nie znam go dobrze.
> Jeśli ktoś będzie mógł coś doradzić w temacie - z góry dziękuję.
>
Jeżeli znasz podstawy to w helpie wszystko jest. Dalej to kwestia pisania
funkcji ale to tak naprawdę przekładka z algorytmu.
Kłaniam się, dnia wto 23. września 2003 22:29 ktoś podpisujący się jako
Sławomir Żaboklicki napisał(a):
>>
>> wiadomym jest, że przykro mówić 99,9% naszego społeczeństwa kradnie na
>> potęgę.
>
> 1. Zacytuj kodeks karny
Jest to jakaś rada, ale nie jestem do końca przekonany. Naród jest świadomy,
że w domu mogą im nagwizdać oraz nacmokać. Albo ktoś nie kradnie, tak jak ja,
z przekonania wewnętrznego, że kraść się nie powinno, albo się nie bedzie
bał kodeksów.
Inna sprawa, że jest to cenna rada, co poniżej napisałeś, bo przynajmniej
wbija debilne, bo debilne, ale w każdym razie skojarzenie, że jak złapią, to
przesrane oraz przynajmniej ludzie po firmach będą mniej kradli.
[ciach cytaty do wykorzystania na lekcji :-)]
> Koniec cytatu
> Kiedyś zareagowałem brutalnie. Demonstracyjnie zabrałem uczniowi torbę,
> którą miał ze sobą. Na jego oburzenie
>
> odpowiedziałem spokojnie: "Ty kradniesz, zatem nie oburzaj sie, jak tobie
> cos ukradną". naturalnie oddałem
>
> mu torbę. Podziałało na jakiś czas.
No właśnie. Ja cały czas właśnie to czuję, że to leci jak po kaczce... Zero
zrozumienia w ich oczach dla niekradziejstwa.
> Ale najlepsza metoda, to gonić do roboty oraz kontrolować. wówczas nie mają
> czasu na ściąganie, irce oraz inne gry oraz
> zabawy ludu polskiego przy komputerze. Jak nauczyciel cos tam opowiada,
> albo zajmuje się swoimi
> sprawami, to myszy harcują.
Owszem, ale to jest usuwanie skutków, a nie przyczyn. Jak mówiłem, rozważam
teraz aspekt wychowania młodych, a nie to ,,jak ochronić pracownię przed
kradzionym softem oraz muzą'. Żeby nie było reakcji ,,debil sie mnie czepia'
wyłącznie ,,o k*wa, faktycznie, nie będę kradł'.
W wiadomości news:du4aqa$2vn$1@nemesis.news.tpi.pl Marcin Woźniak
pisze:
> Czy dyrektor ma prawo wymagać od nauczyciela by plan edukacyjny dotyczący
> realizacji materiału z danego przedmiotu w każdej klasie był na tyle
> sciśle skorelowany z podręcznikiem, by nawet brzmienie zapisanego w
> planie edukacyjnym tematu lekcji odpowiadało tytulowi
> rozdziału(podrozdziału) w podręczniku.
Dyrektor ma prawo oznajmić, że wymaga czegokolwiek co mu do łba wpadnie. Jak
każdy zresztą.
Nie ma w każdym razie prawa, które nakazywałoby pracownikowi spełniać chore
wymagania nie umocowane prawnie.
> Moja szanowna p.Dyrektor wpadła
> na powalający koncept oraz całe dnie spędza porównując podręczniki do
> przedmiotów z naszymi planami edukacyjnymi. Nie daj Bóg, jeśli się
> okaże, że teamty lekcji nie pasują jak trzeba do tytułów
> rozdziału(podrozdziału) w podręczniku.
No oraz co się wówczas dzieje takiego strasznego?
> Jak potraktować taką sytuację?
Są zróżnicowane możliwości.
1. Nie reagować, olać oraz robić swoje.
2. Przepisać podręcznik oraz nazwać to "plan edukacyjny".
3. Zarządać _od_niej_ podstawy prawnej.
> Czy któryś z aktów prawa oświatowego precyzuje tak szczegółowe
> zagadnienie?
Nie.
> oraz jeszcze taka mini-refleksja. Plany edukacyjne nauczyciel
> tworzy na własną odpowiedzialność. Z drugiej jednakże strony dyrekcja
> zatwierdza te plany na początku roku szkolnego. Skoro zatwierdza, to
> uznaje je za prawidlowo skomponowane.
Dyrektor nie zatwierdza planów, ale to już locke objaśnił
> Na to wskazuje typowa ludzka
> logika. Albo jestem za młody, albo zbyt głupi, albo jedno oraz drugie, bo
> nie jestem w stanie pojąć sensu takiego postępowania...
A ja Ci powiadam, że to ma głęboki sens. Tyle, że nie dla osób normalnie
myślących czy także w ogóle po prostu - myślących.