moge prosic o podanie linku do faq grupy From: Tristan Alder <smiejek[]poczta.onet.pl> Subject: Re: 'Technika informacyjna' na poziomie liceum profilowanego / technikum Date: Fri, 15 Aug 2003 14:43:58 +0200
Kłaniam się, dnia pią 15. sierpnia 2003 13:50 ktoś podpisujący się jako
Grendel napisał(a):
> Skoro (podobno) ma to być forum dla nauczycieli, to może tu zapytam.
> Od września rozpoczynam męczenie dzieci w szkołach
Ja też. Wcześniej uczyłem jako nauczyciel dochodzący, w technikum, w latach
1999-2001, a teraz znów wracam, tym razem na pełny etat.
> zajęciami z "technik informacyjnych" (nie mylić z informatyką!) i tak
> się zastanawiam, jaką strategię przyjąć, mając tak niewielką ilość
> godzin do dyspozycji, a jednocześnie określone wymogi z jednej strony, a
> oczekiwania uczniów z drugiej. Moje pytanie skierowane jest przede
> wszystkim do _praktykujących_ nauczycieli technik informatycznych
No praktykujący nie jestem, ale kilka uwag jednak chciałbym wtrącić.
> Na przykład
> uczenie jakiejś biednej dziewczynki programowania np. w delphi - pytanie
> - po co?
Zgadzam się w zupełności. Trzeba określić kto jest odbiorcą przedmiotu.
Wszak jeśli to liceum, to ja bym stawiał raczej właśnie na nauczenie
życiowych umiejętności. Miałeś w rękach plan ,,Komputerowego Prawa Jazdy''?
Wydaje mi się, że takie coś powinno być zapodane na tym przedmiocie, chyba
że mylę przedmioty. Ja w każdym razie mam nauczać jakowyś ,,technologii
komputerowych'', co chyba oznacza mniej więcej to samo, co Ty masz. I
raczej bym stawiał na oswojenie z komputerem, z jego możliwościami i
zastosowaniami. Zaś programowanie to chyba jednak temat zbyt szczegółowy i
raczej nie dla profilu licealnego, gdzue część osób może potem np. zostać
prawnikami.
Raczej bym stawiał na umiejętność posługiwania się Internetem, poszukiwania
danych itp. Wtedy i przyszły prawnik znajdzie potrzebne mu ustawy, a
przyszły programista zapewne kurs Delphi.
> No i tak
> sobie patrzę na przykłady programów proponowanych przez niektórych
> nauczycieli i zastanawiam się, jak się to ma, do powyższego zalecenia.
No właśnie, mialem o to pytać właśnie w osobnym liście, ale skoro nadarza
się okazaja tutaj: Skąd nauczyciele biorą takie programy nauczania? Wszak
to musi być jakoś zatwierdzane przez ministerstwo, prawda? Szukałem
programów nauczania na stronach MENu, ale nie znalazłem :-( Gdy kiedyś
uczyłem w szkole, dostałem jakieś przestarzałe ksero od dyrektora. Czy ktoś
może mi wyjaśnić, jak to działa?
> lepiej np. próbować nauczyć ich podstaw sql'a, powiązać OpenOffice'a,
> mysql'a i absolutne podstawy php, niech przynajmniej wykorzystają to
> sobie w normalnym życiu?
Z pozycji teoretyka (na razie) myślę jednak, że to dobra droga.
> Kwestia druga - oprogramowanie.
> Powszechnym w naszych szkołach procederem jest, "promowanie"
> oprogramowania Microsoftu, na co skarżą się uczniowie. Jak dyrekcje
> szkół patrzą na promowanie przez nauczyciela rozwiązań open-source? Czy
> np. przy próbie promowania OpenOffice'a, mysql'a itd., nie pojawiły się
> zarzuty, że 'uczycie nie tego, co uczeń będzie spotykał na codzień, bo
> przecież Microsoft to standard'?
Tu mam pewne doświadczenia. Skostniali nauczyciele protestowali przeciwko
stosowaniu czegoś innego, bo się po prostu bali. Ale do mnie się nie
wtrącali. Choć pewnie to kwestia szkoły, ludzi, podejścia...
> Jak znajdujecie czas w tych
> kilkudziesięciu godzinach, na przynajmniej absolutne podstawy linuksa?
> Pojawia się też kwestia, wykorzystanego języka programowania - czy jest
> sens promowania przestarzałego TurboPascala?
Przestarzały to on nie jest, bo przecież o niego oparte jest całkiem
nowoczesne Delphi. Jeśli jednak nauczyciel zna Ce, to chyba jednak lepiej
Ce. Co prawda, w porównaniu z Pascalem, jest to język obrzydliwy, to jednak
jest wszędzie, w tym zwłaszcza w świecie Linuksa.
> Czy próbować może nauczyć
> wykorzystania jakichś prostszych, acz 'otwartych' języków?
Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, kogo uczysz i na jakim poziomie.
From: "Violetta R." <vrysza[]poczta.onet.pl> Subject: Re: Awans zawodowy Date: Wed, 30 Jun 2004 10:34:55 +0200
Uzytkownik "Mariusz" napisal w wiadomosci
news:40E27A3C.70003@poczta.fm...
> Jak czuja; sie; nauczyciele, którzy zamiast miec' juz. wakacje musza;
jeszce
> walczyc' z awansem?
> w moim przypadku nie jest to jez walka z awansem, >wszelkie dzialania
zwiazane z edukacja
>jakie podejmuje w czasie tych wakacji robie dla wlasnej satysfakcji
From: "Vectra" <asNOSPAMta[]bsk.vectranet.pl> Subject: Re: Ponownie sprawa wypełniania świadectw i coś jeszcze Date: Mon, 9 Jun 2003 16:43:14 +0200
> Dwie różne sprawy: pierwsza to 'wypełnienie gotowych druków', druga to
> 'drukowanie na giloszach' (...)
Jak to rózne? Cytowane przez Ciebie rozporzadzenie liczy sobie kilka lat,
a tu nagle awantura i - jak sie wkrótce okazalo - nieuzasadniona. Latwiej
nazwac
to zlosliwoscia niz troska o dobro polskiej szkoly ...
Ale jednak do uchylenia interpretacji zaden dyrektor - nawet ten odwazny -
nie powinien wykazywac sie swoja odwaga, co sugerujesz.
> To ubiegając się o dyrektorski stołek nie wiedzieli, niebożęta, że
przyjdzie
> im zmierzyć się z bałaganem prawnym panującym w polskiej oświacie? Chcąc
> rządzić innymi trzeba mieć odwagę podejmowania własnych decyzji.
Co innego odwaga, co innego jawne wystapienie. Dyrektor nie powinien
lekcewazyc oficjalnej interpretacji, bo bedzie balagan.
Ale bylo kuratorium, które obligatoryjnie zatwierdzalo wzorzec zgodny z
menis,
tyle ze w calosci drukowany komputerowo.
(Juz kiedys mówilem, ze jedynym efektem interpretacji menis bylo zwiekszenie
niepotrzebnego ruchu na linii szkoly - kuratoria, zwiazanego z legalizacja
legalnych
wzorców).
> Tu się zgadzam, chciałbym jednak, aby to nie byli anonimowi 'ludzie
menisa'
> tylko ujawniony z nazwiska urzędnik, z informacją, że stracił za to
> przynajmniej kwartalną premię...
Gdzies w prasie bylo cos w rodzaju przeprosin, podpisanych przez jedna
pania,
która wine wziela na siebie. Akurat to - przyznam - zrobilo na mnie
wrazenie.
Choc do sepuku czy odejscia z pracy daleko. Jak bylo z premia - nie wiadomo
....
>
> Dziękuję serdecznie za dokładnš podpowied. Moja uczelnia nie ma prawa
> prowadzić studiów doktoranckich gdyż ma za mało profesorów, w zwišzku z
> tym musiałbym je robić na innej uczelni np. na AE w Krakowie. Sęk w tym, że
> nikogo tam nie znam. Czy w takim wypadku musiałbym ponosić te wszystkie
> koszty.
>
Witaj,
Nie jest istotne, w ktorym miescie podejmujesz studia doktoranckie- jesli sie
dostaniesz, robisz doktorat bezplatnie jako uczestnik studiow - analogicznie
jak czlowiek z Lublina moze studiowac w Krakowie - o ile go wyłącznie stac na
dojazdy:-)Ale poszukac sobie profesora wczesniej na tamtej uczelni oraz
zainteresowac go planowanym przez Ciebie tematem- szczerze doradzam.
Wytrwalosci,
Beata