> No to także nie oceniasz tego, czego nie wie, ale to co wie.
>
> Ala wie 100% = 5
> Jasiu wie 50% = 2
> Kaziu wie 10% = 1
A spójrz na to z innej strony:
Kazio nie wie 90% = 1
Jasio nie wie 50% = 2
Ale nie wie 0% = 5
Naprawde oceniamy za to czego uczeń NIE wie. Nie oceniamy ile wie, jedynie
szukamy dziury w całym. Ile razy zdarzyło się Wam (zręką na sercu!) pytac do
skutku, tj. do momentu aż uczeń wykaże brak znajomości tematu?
Wszyscy, zwlaszcza pedagodzy oraz politycy zachwycaja sie boomem edukacyjnym
lat 90. Mamy w Polsce az 1,4 mln studentow. Rosnie wspolczynnik
skolaryzacji. Wszystko wspaniale, wielki sukces. tylko ze w calym tym
ferworze powstawania szkol prywatnych zapomniano o jakosci nauczania oraz
egzekwowania wiedzy. Dopiero niedawno powstaly komisje akredytacyjne, ale
one oraz tak nie robia wiele. ostatnimi czasy mialem kontakt ze studentami z pewnej
zacnej prywatnej uczelni. Jesli nie wiedzialbym ze studiuja - powiedzialbym
zawodowka. Nawet nie liceum, bo tam niektorzy maja wiecej wiedzy oraz oglady
niz niejeden następujący pseudostudent. Jesli kolega studiujacy ekonomie na II roku
nie wie co to saldo, to juz chyba lekka przesada. Ze o wspanialej,
kwiecistej polszczyznie -" ku.., hu..., spier..." nie wspomne. Jeden moj
znajomy, ktory zdaje za studentow z prywatnych egzaminy powiada: "jesli masz
isc do prywatnej, lepiej idz na stadion oraz kup dyplom od Ruskich - taniej,
szybciej - efekt ten sam". Calkowicie sie z nim zgadzam. Czesc uczelni
prywatnych to wyjatki, reprezentuja naprawde wysoki poziom, ale to kropla w
morzu.
Pozdrawiam oraz odradzam maturzystom wybor prywatnych uczelni. From: =?iso-8859-2?Q?Grendel?= <niemam[]bo.nie> Subject: Re: prywatne uczelnie - profanacja studiow Date: Tue, 5 Aug 2003 22:51:44 +0200
On Tue, 5 Aug 2003 22:35:45 +0200, Pit wrote:
> Troche to poprzekrecales. Absolwent po skonczeniu studiow, o ile nie ma
> doswiadczenia potrzebuje czasu na wdrozenie.
na czyj koszt ?
> To recesja sprawila ze teraz na
> rowni z dyplomem, a nawet bardziej liczy sie doswiadczenie zawodowe.
zgadza się, dlatego szybkiego 'kopa' kariery doświadczają absolwenci,
którzy w CV mają do wpisania coś więcej, niż tylko nazwę uczelni, którą
skończyli.
> Jak miedzy Ferrari F50 a maluchem ;)
ciekawe porównanie... ;-) Pytanie co lepsze ? maluch, czy Ferrari ? IMHO
wszystko zależy od postawionego zadania, ograniczeń finansowych na
eksploatację itd. Odpowiedź nie zawsze jest oczywista ;-)
From: "Sławomir Żaboklicki" <ZaboklicBezReklam[]klub.chip.pl> Subject: Re: Problem z wyborem studiow: jeden czy dwa kierunki? Date: Tue, 29 Mar 2005 11:09:35 +0200
> Witam
> Zastanwiam sie powaznie nad studiami... Szukam sobie scenariuszy B,C,
> czyli standardowo, "...a co jesli..."
> Plan mam ambitny, bo chcialbym wyladowac na wydziale architektury oraz
> urbanistyki politechniki. jednak mysle, czy to rozsadny wybor. Druga
> koncepcja, jaka mam jest szkola wyzsza zawodowa oraz dwa dyplomy informatyk +
> grafik(projektowanie wizualne). Mysle z czego latwiej bedzie mi sie
> pozniej zachaczyc za godziwe pieniadze.
>
Wszystkie rady, to nieco wróżenie z fusów co będzie za 5-6 lat.
Tym bardziej, że w budownictwie koniunktura potrafi się ostro
wahać oraz nie wiadomo, czy trafisz na dołek, czy na górkę.
Generalnie uczelnia daje lepsze przygotowanie w zakresie podstaw,
łatwiej jest wówczas dopasować się do wymagań środowiska. Szkoła
wyższa zawodowa teoretycznie powina dać Ci przygotowanie zawodowe
pod warunkiemn, że dysponuje dobrym, profesjonalnym sprzętem, a w
to mi kłopotliwie uwierzyć.
Pomyśl może o trzecim rozwiązaniu: architektura oraz od 2-3 roku "zawodowa"
informatyka lub grafika komputerowa. Jest ono jeszcze bardziej ambitne ;)
Pozdrawiam
SZ From: "Jotte" <tjp3[]wirtualna.spam.wypad.polska> Subject: Re: Pensje lekarzy i nauczycieli Date: Tue, 16 Jan 2007 01:51:01 +0100
W wiadomości news:1168907340.442724.193090@l53g2000cwa.googlegroups.com
Roberto pisze:
>>> Po co nam są związki zawodowe?
>> A należysz do któregoś?
>> Jeśli nie, to co Cię to obchodzi, nie Twoja sprawa.
>> Jeśli tak, to czemu nie działasz na rzecz członków tego w którym jesteś,
>> jedynie marudzisz?
> A kto powiedział, że marudzę oraz nic nie działam.
Nikt. Napisałem - jeśli.
> wiele mam możliwość uczynić sam. Strasznie wiele...
No oraz co?
> Związki zawodowe lekarzy (nie tylko)
> działają, a związki zawodowe nauczycieli ...
A jakie właściwie konkretnie związki lekarzy oraz nauczycieli masz na myśli?
> i tu pojawia się moje
> pytanie. Po co są?
Odpowiedź ogólną znajdziesz w ustawie o związkach zawodowych, a szczegółowe
w statutach poszczególnych związków.